Krystyna Grys - K I Z I A

K I Z I A

Nie pamiętam, jak do nas trafiła. Była miła i przylepna, bardzo łowna, a  przy tym łasa na pochwały. Kiedy upolowała mysz albo szczura,  przynosiła do domu, kładła na próg, żeby się pochwalić. Chodziła swoimi drogami, jak to kot, ale kiedy nie było mnie w domu, czekała na mnie, siedząc na słupku w płocie. Kiedy widziała z daleka, że wracam, wybiegała mi naprzeciw i jak piesek szła przy nodze z dumnie uniesionym ogonem.


Marzec to miesiąc miłosnych zabiegów kotów. Nasza Kizia zaszła w ciążę, ale po porodzie przyszła do mnie, żałośnie płacząc. Zaprowadziła mnie do szopy, żebym pomogła w szukaniu jej dzieci. Okazało się, że spotkało ją nieszczęście, bo małe kocięta zagryzł szczur.
Kiedy szykowałam śniadanie, musiałam zakładać spodnie, bo  Kizia wspinała się po mojej nodze jak po pniu, żeby zobaczyć, co też dobrego przygotowuję do zjedzenia. Miała szczególny gust smakowy, niespotykany u kotów. Kiedy widziała, że obieram ziemniaki,  zaraz przybiegała, wskakiwała na taboret, łapką wyciągała obierki i ze smakiem zjadała.
Minął jakiś czas i Kizia była znowu kotna. Kiedy przyszedł czas porodu, wpadła do mieszkania i chciała w szafie zrobić sobie porodówkę. Mąż wpadł w panikę i wołał: „Zrób coś, bo włazi do szafy”. Wyprowadziłam ją do szopy. Bardzo posłusznie szła za mną. Miałam tam kocioł do gotowania bielizny, który wyłożyłam sianem. Na to narzuciłam jakieś szmaty. Kizia z miejsca wskoczyła do środka. Bardzo zadowolona zaczęła mruczeć i udeptywać posłanie. Swoim zachowaniem dała mi do zrozumienia, że chce, abym przy niej została. Niestety, nie mogłam. Noc była bardzo chłodna, a ja byłam w koszuli, bo już leżałam w łóżku kiedy nadszedł jej czas rodzenia. Wróciłam do łóżka i tak już wyziębiona.
Nie mogłam doczekać rana. Ledwo świt pobiegłam do szopy. Gdy mnie zobaczyła, dumnie się wyprężyła, z zadowoloną minką leżała z dwoma kociakami. Nachyliłam się, żeby im się lepiej przyjrzeć,  wtedy ona pazurkami zaczepiła  mój rękaw i ciągnęła, żebym pogłaskała jej dzieci. Bardzo mnie to zdziwiło, bo to było niezwyczajne zachowanie się kotki. Zwierzęta nie lubią, kiedy dotyka się ich młode. Wzięłam je do domu, bo bałam się, żeby ich znowu coś złego nie spotkało. Minął  jakiś czas i zaszły nieoczekiwane okoliczności. Z bólem serca musieliśmy oddać matkę i jej młode. Znaleźliśmy im dobrych ludzi na wsi i tam zamieszkały. Nowi właściciele byli z kotów bardzo zadowoleni, bo wszystkie były łowne i zrobiły czystkę w stodole i nie tylko.
Ja wracam często w myślach do moich pupilków. Tylko to mi po nich pozostało -wspomnienia.